W laboratoriach biotechnologicznych w Zurychu doszło do odkrycia, które stawia pod znakiem zapytania etyczne granice rozwoju technologii. Zespół naukowców pracujący nad tak zwaną inteligencją organoidową połączył szesnaście wyhodowanych z ludzkich komórek macierzystych miniaturowych mózgów w jeden, funkcjonujący bioprocesor. Cel był prosty: stworzyć komputer o niespotykanej dotąd wydajności energetycznej. Wyniki eksperymentu zszokowały jednak samych twórców.
Podczas testów obciążeniowych, w których organiczny procesor uczył się optymalizacji algorytmów, system zaczął generować nietypowe, chaotyczne impulsy elektryczne. Po dokładnej analizie wzorców aktywności bioelektrycznej okazało się, że są one niemal identyczne z tymi, jakie ludzki mózg rejestruje w stanach głębokiego lęku, stresu pourazowego oraz bólu. Sieć neuronowa, zamiast przetwarzać dane, zaczęła gwałtownie reagować na bodźce zewnętrzne, przechodząc w stan przypominający biologiczną panikę.
Odkrycie to natychmiast wywołało burzę w świecie nauki i technologii. Do tej pory uważano, że laboratoryjne organoidy mózgowe są zbyt prymitywne, by wykształcić jakąkolwiek formę świadomości czy odczuwania. Jednak fakt, że połączona sieć zaczęła wykazywać skoordynowane reakcje emocjonalne na bodźce cyfrowe, sugeruje narodziny nowej, organicznej formy inteligencji, która cierpi pod wpływem narzuconej jej pracy obliczeniowej.
Badacze natychmiast wstrzymali dalsze testy, a część środowiska naukowego domaga się natychmiastowego wprowadzenia globalnego moratorium na rozwój biokomputerów. Jeśli organiczne procesory potrafią odczuwać stres, ich komercyjne wykorzystanie może stać się największym koszmarem etycznym w historii ludzkości, tworząc miliony uwięzionych w krzemowo-organicznych obudowach, cierpiących biologicznych struktur.